MORTIS DEI "Salvation Never Comes" 2014
/Metal Scrap Records/

Tracklist:
1. Origin 01:42
2. Lights End 03:37
3. Journey To The Dark 03:14
4. In Ruined World 04:00
5. Two Sides 03:29
6. Going Down 04:09
7. Nightmares Coming 01:59
8. Screams Of The Slave Soul 04:58
9. The Way To The Light 04:36
Total playing time: 31:44

 

http://metalscraprecords.com/shop/components/com_jshopping/files/img_products/full_MORTIS_DEI_-_Salvation_Never_Comes.jpg

 

 

http://www.madeinmetal.es/
http://www.headbanger.ru/
http://www.aristocraziawebzine.com/

http://metalist.co.il/
http://nbc.art.pl/
http://nbc.art.pl/recenzje
http://www.femforgacs.hu/
http://rockarollazine.blogspot.com.ar/
http://noizzwebzine.blogspot.com.es/
http://limiter.com.pl/

 

 

Slowly we rot 7Mortis Dei, although not so well-known as some of their country-mates, are a Death Metal band founded back in 1992, and this is their fourth full-length album to date, so it's probably about time for some more Death Metallers to notice them, and I think Metal Scrap can do just that, bring their name into attention, at least in the underground, and I think the band realized that, too, since they stopped self-releasing albums and tried their luck on a serious label. What we get here from these 9 tracks clicking about half an hour, is a traditional Death Metal that lead my thoughts to the US scene of the '90's; generic guitar riffs, melodic guitar solos and leads at times and chaotic, demented at others, almost comprehensive growls supported by screams here and there, pounding drums (unfortunately programed, and their sound is synthetic to tears), low-tuned bass lines and rhythms varying from mid-tempo to fast and uncompromising. Not bad at all, but unfortunately I think it's too generic for nowadays' standards, and has nothing to stand out and confirm their identity (something one would expect from a band with 20+ years of experience); traditional Death Metal fans might enjoy it though.

 6.5/10
Adrian (Pest Webzine/Slowly We Roth Magazine)

 

 

Mortis Dei are  a band from Poland that plays an heavy form of death metal with elements of thrash and this is a review of their 2014 album "Salvation Never Comes" which was released by Metal Scrap Records.
An intro with dark sounding synths starts off the album and after the intro the music goes into a more fast and brutal direction along with some blast beats and vocals that are in between thrash and death metal and after awhile melodic guitar solos and leads are added into the bands musical sound.
There is a good mixture of slow, mid paced and fast parts throughout the album along with a great amount of melody and an atmospheric background being utilized in certain sections of the recording and they also use a mixture of growls and screams and the music brings in elements of both old school and modern day death metal as well as combining them together and you can hear some technical guitar riffing being mixed in at times and later on during the album the bass guitars get more powerful and there is also a brief use of clean playing being added into the music before returning back to a heavier direction.
Mortis Dei shows a great amount of diversity with their music combing many different style of death metal together along with some thrash influences to create a sound of their own, the production sounds very professional while the lyrics cover dark and violent themes.
In my opinion Mortis Dei are a very great sounding death metal band and if you are a fan of this musical genre, you should check out this album. RECOMMENDED TRACKS INCLUDE "Light's End" "Journey to the Dark" and "The Way to The Light".

8/10
OccultBlackMetal (The True Bringer Of Death Zine)

Nieciekawie i nieprzyjemnie ostatnio bywa za naszymi wschodnimi granicami, a tymczasem ukrainski Metal Scrap Records utrzymuje od ponad
20 lat staly kurs na metalowym polu bitwy. Tym razem zadecydował sie zainwestować pokaźną ilość hrywien w nasz krajowy akt destrukcji MORTIS DEI, który pod sztandarem death metalu postanowił przy czwartym, dużym uderzeniu odebrać Wam nadzieję.
Cóż, jak to w tytule zaobserwował podmiot liryczny – Zbawienie nie nadejdzie! Zresztą po jaką cholerę miało by nadejść? Jest jednak co nieco dobrego na tej zasranej planecie i jedno z takich dobrodziejstw odtwarzamy w naszych playerach zmuszając średnio co kolejne 9 kawałków przypadających na omawiane ponad 31 minut dźwiękowej chłosty do ponownego włączenia przycisku „Play”.
Zaczynamy klasycznie od intro, upiornie industrialnego, kojarzącego się jak zawsze w przypadku takich dźwięków z zimną i odhumanizowaną skutecznością Terminatora, choć z muzycznymi pejzażami Brada Fidela ten opener nie ma niczego wspólnego. Ale już po chwili obcujemy z tym, z czym powinniśmy – z soczystym deathmetalowym łupnięciem w centralny układ nerwowy (choc miejscami mamy tu „blackened death” metalowe dzwieki...). Suchy i przepalony wokal od razu przypuszcza szturm na narząd słuchu wespół z instrumentalną kanonadą klasycznego szwedzkiego, melodyjnego, ale kurwa mać nowocześnie zagranego death metalu. I to jest to co przewija nam się przed uszami przez całe te pół godziny – szwedzka melodia z ciężarem, ale takze brzmienie nawiazujace do tego co w polskim technicznym, a czasem nawet melodyjnym death metalu najlepsze. Podróz bez trzymanki prosto w Ciemnosc... Dalej juz tylko czekanie na to co dalej? A dalej wchodzimy tylko glebiej w nowy swiat wykreowany przez Mortis Dei. Swiat, w ktorym nie ma dla nas Zbawienia...
Swiadome czy nie, ciągotki ku göeteborskim tuzom skandynawskiej sceny są słyszalne, ale płynnych, niczym hutnicze wyroby przed krzepnięciem, solowek nie powstydził by się sam Peter z mocarnego Hypocrisy. Fani Decapitated czy Vader takze nie beda zawiedzeni... A i patent ciągłych zmian: szybko – wolno, solo, znowy szybko, tylko chwalic! Bo i nie każdemu to się uda, bo by tak zagrać trzeba mieć niemałą wyobraźnie muzyczną, a tej tutaj jest aż w nadmiarze. Zwłaszcza przy przedostatnim kawałku po prostu klękniecie z zachwytu. Z niesamowitym rozmachem zagrane melodyjne i klimatycznie bujające parte gitar, tworzące klimat idealnego uwienczenia co bardziej wyczerpującego gigu. Gdy wkraczają wplecione w to dość dobrze słyszalne partie pianina można dojść do wniosku, że oto na chlubny wzór wymiataczy z północy docieramy do łagodnego końca tej historii. No ale po około 2 minutach powracamy do blastów i sieki spływającej spod palców po gryfach gitar.
I tak niemalże przez cały album melodia przeplata się z agresją, blasty z pięciotonowymi riffami przejścia bębniarza konkurują czasem o pałeczkę pierwszeństwa z popisami gitarzystów. Gdzieś tam, w oddali słyszalne dla nieco bardziej wyczulonego ucha są elektroniczne pogłosy, nadające temu materiałowi jeszcze bardziej soczystego brzmienia – zupełnie jakby ten ochłap wyszarpanego z brzucha upolowanego zwierza mięcha nie dość miał smaku. Ale jak wiadomo – w dobrej przyprawie jest klucz do podniebienia najbardziej wybrednego smakosza. Bo im dalej, im głębiej w ten album, tym więcej smaczków. Coraz częściej używane histeryczne rejestry wokaliz nadają przekazowi płynącemu z tekstów coraz bardziej emocjonalny wydźwięk, tak aby na końcu już nikt nie miał złudzeń, że wybawienia dla was nie będzie… i tyle! Salvation Never Comes!

Gunter Prien/ Przemek (Heretica Radio)

..and yet another useless electronic intro. But fasten your seatbelt, because after that it goes really fast. It’s death metal, and the band comes from Poland, so they reminds me a little of VADER. Really good anyway, and definitely something that you should check out.
MORTIS DEI formed in 1992 already, but it wasn’t until 2003 that they finally released their first full length album, ”Loveful Act Of Creation”. This is their fourth album.

Jimmy Blom (Hard Rock Info)

'Salvation Never Comes' is the fourth album by the Polish band Mortis Dei, but only the first to be officially released and Metal Scrap Records has the honor. They have been running for twenty years, but in this current line-up they really are making steps, so ten points for perseverance. The death metal is obviously performed by experienced musicians who know how to write a good song. The songs are good, with a nice raw vocal style that is reasonably understandable and the amount of melody is just enough to give the songs their own identity. There is some great solowork and the guitar sound as a whole belongs perfectly with this style of death metal. The disadvantage is that it sometimes seems as if they have taken the recipe of a good death metal song of the Internet and have made without adding anything of themselves. It's all just a bit too much coloring inside the lines so to speak, and I miss some friction in the songs. But absolutely a good debut album.

76/100
Berto (Lords Of Metal)

necromance 2014Turno para esta banda polaca formada en 1992, quienes nos presenta su cuarto álbum (sin contar varias demos iniciales), aunque realmente se trata del primer disco editado de manera oficial, de la mano de Metal Scrap Records. Nada más coger el disco, la primera impresión no es muy buena y es que estos chicos necesitan con urgencia un diseñador con criterio, que les consiga una imagen adecuada al contenido que luego vamos a desgranar. Vaya portada mas fea, me recuerda al cuadro aquel que había retocado una señora mayor, como se llamaba Ecce Hommo pues eso mismo!! ídem con el logo, ni a tu peor enemigo le desearías un logo así, horrible. Buenos ,vamos a los que vamos, ¿¿qué nos encontramos en este “Salvation never comes” Un disco conceptual de puro death metal old school, 30 minutos de caña sin concesiones. Son un total de 8 temas mas una intro (que poco aporta, para que ponerla), que valen para hacernos una idea de lo que estos polacos quieren transmitir. Tras la intro, el disco comienza con “Lights end” y los primeros grupos que te vienen a la memoria son los clásicos del death metal, rollo DEICIDE, GOD DETHRONED e incluso tienen cosas de PESTILENCE o QVO VADIS. El disco tiene una gran producción, cosa que es de agradecer. Sobre las guitarras crudas, directas y sucias de MORTIS DEI se sitúa una voz poderosa, muy acorde con el estilo de la banda, que llena todo el espacio y dirige al oyente a un caos infernal. En “Journey through the Dark” vemos que los blast beats son marca de la casa, batería sin tregua ni paradas. En general, todos los músicos de esta banda dan buena cuenta del dominio de su instrumento, guitarras afiladas, con composiciones muy bien diseñadas, sin caer en repeticiones sin sentido y monótonas. Buenos cambios de ritmo, paradas que dan paso a escenas totalmente escalofriantes. Como contrapunto a esta leña sin tino, aportan solos melódicos y algunos matices en segundo plano que enriquecen los temas. Este tema tiene un sentimiento blacker, quizás dado por esas melodías de guitarra de fondo. La batería continua en su papel, no dejar nada en pie. “In ruined world” es un tema mas pesado, mas oscuro, pero manteniendo la misma estructura death metalera que en general tiene todo el disco. Buenas melodías que compaginan bien con esas guitarras asesinas. “Two sides” y “Nightmares Coming” mantienen el mismo patrón, blastbeats a saco, con una voz oscura apoyada en guitarras cortantes que llevan a la locura. Quizás otra cosa a mejorar puede ser la presencia vocal, me explico, tiene presencia y suena poderosa, pero muy saturada y en ocasiones se pierde en los riffs con mas graves y medios, igual habría que trabajar un pelín mas este factor, para evitar que en algunos rangos de onda se difuminen y mezclen varios instrumentos. “Going down” es unos de los temas más rápidos, riffs frenéticos muy psicóticos. El doble bombo adquiere un protagonismo absoluto, increíble. Si necesitas cargar pilas a base de leña sonora, este es tu tema. El disco cierra con “Screams of the slave soul” y “The way to the light”, que mantienen lo dicho anteriormente. En resumen, son buenos temas si, sin duda. Esta bien ejecutado y con buen sonido final si, claramente. Aportan algo nuevoummm pues no. Es un grupo a recordar umm, pues tampoco. Si lo tuyo es el death metal puro y duro (no melodeath, o similares) esta banda te encantará. Dales una oportunidad!!

7/10
HÉCTOR LORENZO SOCORRO (Necromance Web Magazine)

Ukraińska wytwórnia Metal Scrap Rec. coraz częściej wydaje płyty polskich zespołów. Kolejnym z nich okazał się Mortis Dei i - co zapewne zaskakuje w kontekście informacji, że grupa istnieje od 1992 r. - jest to pierwszy oficjalnie wydany album w jej historii. Tak się składa, że dwóch poprzednich nie słyszałem; ostatnim, jaki wpadł mi w ręce był debiutancki The Loveful Act Of Creation sprzed 11 lat. Od tamtego czasu zmienili się obaj gitarzyści, powrócił wokalista Łukasz Kobusiński, a na posterunku trwali niezmiennie Maciej Urbaniak oraz jedyny muzyk z pierwszego składu Mortis Dei, Grzegorz Zaremba.
Salvation Never Comes nie jest jakimś szczególnym zaskoczeniem, bowiem bydgoski kwintet od początku swego istnienia konsekwentnie kroczy death metalową ścieżką, łącząc wpływy zarówno amerykańskich, jak i europejskich tradycji gatunku, tu ze zdecydowanym naciskiem na Szwecję. Jest więc szybko, ostro, brutalnie i ciężko, ale zespół, pomimo preferowania ultraszybkich blastów, mocarnego riffowania oraz generalnie ekstremalnego wydźwięku całości nie zapomina też o odpowiedniej dawce melodii i ubarwiających poszczególne kompozycje technicznych patentach czy nieszablonowych rozwiązaniach. Dzięki temu materiał ten, będący zresztą, za wyjątkiem Screams Of The Slave Soul, w całości autorstwa Mirosława Harendy, nie nuży monotonią. Najefektowniej wypada to bez dwóch zdań w rozpędzonych Lights End i Nightmares Coming (1’58 muzycznej ekstremy w pigułce), ale Mortis Dei dają też radę w bardziej zaawansowanych technicznie utworach. Dobrymi przykładami są tu mroczny, utrzymany w średnim tempie In Ruined World ze zdublowanymi partiami wokalnymi Kobucha, czy pięknie się rozpędzający, niesiony wręcz partiami perkusji Going Down z dwiema solówkami. Z kolei Screams Of The Slave Soul rozwija się stopniowo, od niemal balladowego wstępu do szybkiego ostrego riffowania i dynamicznych perkusyjnych przejść.
Minusem jest niestety zbyt syntetyczne brzmienie perkusji, szczególnie w tych najszybszych momentach, kiedy to poszczególne uderzenia zlewają się w nierozpoznawalną i pozbawioną mocy syntetyczną magmę, co jest niestety permanentną przypadłością wielu obecnych zespołów, korzystających z nowoczesnego sprzętu nagraniowego. W wolniejszych partiach jest już na szczęście zdecydowanie lepiej, ale przy masywniejszym, bardziej surowym i organicznym brzmieniu perkusji ocena Salvation Never Comes mogłaby być jeszcze wyższa.

8/10
Wojciech Chamryk (Metal Zine)

legacy magazine 95Die Polen von MORTIS DEI sind bereits seit 1992 zugange und bringen mit „Salvation Never Comes“ ihr nunmehr viertes Album auf den Markt. Dabei verwundert es schon, dass man selbst als jemand, der für sich beansprucht, zumindest tiefgreifende Szenekenntnisse zu verfügen, bis dato noch rein gar keine Notiz von dieser Formation genommen hat. Wenn dann die ersten Klänge der Osteuropäer erschallen, wird einem sogleich offenbar, wieso MORTIS DEI auch heute, 22 Jahre nach Band-Gründung, nahezu unbekannt sind: Das Quintett offeriert nämlich strunzlangweiligen Standard-Death Metal, der mit einer billig-dünnen Produktion gesegnet ist. Gitarre und Bass klingen zwar nicht berauschend druckvoll, aber zumindest für Demoverhältnisse annehmbar. Das über alle Maßen getriggerte Schlagzeug jedoch kackt dermaßen ab, dass man geneigt ist, es für einen schlecht programmierten Drum-Computer zu halten! Auch der letzte Anreiz, sich die acht Songs von „Salvation Never Comes“ reinzupfeifen, wird somit zunichtegemacht. Ein Blick aufs Gruppenfoto bestätigt den Eindruck, es mit einer Provinz-Undergroundformation zu tun zu haben: Sämtliche Musiker tragen Band-eigene Shirts, mit Ausnahme eines Herren, der ein „Dawn Of Possession“-Leibchen von Immolation sein eigen nennt. Die Polen versuchen auch beständig, irgendwie wie die Amis klingen zu wollen, allein es fehlt an instrumentaler Versiertheit, an songwriterischem Feingefühl und nicht zuletzt auch an Atmosphäre und Können. Immer wieder gibt`s darüber hinaus Bezugspunkte zu den Landesvettern Vader auszumachen, doch ebenso hier scheitern MORTIS DEI an den eigenen Ansprüchen. Ihrem Dasein im tiefsten Underground werden die Polen mit „Salvation Never Comes“ jedenfalls (zu Recht) nicht entfl iehen können.

Christian Wachter (Legacy Magazine #94)

I have been enjoying myself with this job for about two years now, and in that time there is one thing that I have learned: Never underestimate the Polish.
While they may not be a global economic power like Germany or the US, they have one hell of a Metal scene. Death Metal, in particular, seem to be one of their areas of expertize, carried forth by, among others, Mortis Dei. This powerhouse of a band has been around since the early nineties and have, since their inception, released four Demos, one Single and four full-length albums. The newest addition to the family is entitled Salvation Never Comes and it is Death Metal just the way I like it: It is unrelenting, powerful and consistent. If you are not playing too close attention you could be fooled into thinking that Salvation Never Comes only contains one long track instead of nine.Tracks of note on this release include ”Journey to the Dark” which I feel truly show what this band is capable of.
And while they may never reach to rival fellow Death Metallers Bolt Thrower (after all, who can), Mortis Dei is definitely high on my list of must-see Death Metal acts.

90/100
Brian (Metal Revolution)

metalizer 25Не секрет, что польская андеграундная сцена всегда была сильной и развивалась стремительно. Чего только стоят названия таких групп, как Behemoth, Vader, Hate или Crionics. Но не только этими коллективами полна земля многоликой Польши. Вот и старая добрая формация Mortis Dei, существующая уже более 20 лет, выпустила свой четвертый "смертельный" альбом "Salvation Never Comes", который получил полностью концептуальную основу, в отличие от прошлых работ. Релиз посвящён внутренней борьбе с нашими собственными демонами, что тут скажешь – тема, затёртая до дыр в металической среде.
Общая атмосфера саунда заметно преобразилась – стала жёстче и быстрее. Возможно, всё дело в обновлении состава группы, включая и главных композиторов. Но тем не менее, каждый опус Mortis Dei стараются записывать разным, делать следующий шаг вперёд внутри дискографии группы. И в "Salvation Never Comes" появилось больше резких контрастов в миксе громоздких и грузных гитарных риффов с мелодичными фрагментами. Давление - здесь главное ключевое слово, его ощущение настолько велико, что кажется будто медленно, но верно опускаешься на глубоководное дно посреди бескрайнего, холодного и чёрного океана. Иногда меланхоличные соло вытягивают обратно на сушу, позволяя глотнуть свежего морского воздуха, но не более того.
Внутреннее расположение композиций основано на целой системе воспитания: бескомпромиссность аккордов то подчиняется, уступая место лёгкой непринуждённости, то доминирует, господствуя на всей территории диска. Всё это активно дополняет гроулинг вокалиста, отчаянно рвущего голосовые связки. К сожалению, из того, что мне запомнилось из всего альбома, могу отметить лишь интро "Origin", а также треки "Lights End", "Screams Of The Slave Soul" и "The Way To The Light" (и то даже только его первая половина), за которыми следуют вполне типичные для death metal боевики. Мне не удалось найти выходы за его границы, потребность в котором сегодня так велика. Ведь кому интересен классический вариант, когда в арсенале жанра находятся знаменитые персоны, сыгравшие немаловажную роль в его зарождении и внёсшие непосильный вклад в его дальнейшее распространение в музыкальной индустрии.
Единственное за что можно было бы уцепиться здесь: красивая мелодика и различные звуковые фишки, которые лучше динамичнее развивать – добавлять и стараться привносить яркости в каждый трек в отдельности, чтобы не вызывало серой пресности. Релиз предоставлен Metal Scrap Records.

Присутствует: единая история, демоны, борьба
ОтсутствуетЖ спасение, надежда, национальный колорит

Атмосфера – 3/5
Техника – 4/5
Материал – 4/5
Реализация – 4/5

Оценка – 4/5

Валентина PANTERA Катышева (Metalizer #25)

rock hard 333Perfektion und präzise Raserei sind die herausstechenden Merkmale des vierten Albums von MORTIS DEI. Die Polen präsentieren sich als Hochgeschwindigkeitskommando, was leider zu Lasten des Songwritings geht. Zudem wurde das über alle Maßen getriggerte Schlagzeug viel zu sehr in den Vordergrund gemischt, was schon nach wenigen Songs gewaltig nervt. Das ständige Tackern und Klacken verwässert den ansonsten soliden Gesamteindruck. Wenn die Gitarristen zu ihren Soli ansetzen, kommt die spielerische Klasse des Quintetts zu Tage, das alleine reicht aber leider nicht, um eine Benotung im oberen Drittel zu rechtfertigen. „Salvation Never Comes“ ist ein mahnendes Beispiel dafür, wie eine überambitionierte Produktion den Spirit einer Platte zunichtemachen kann.

6.0
Patrick Schmidt (Rock Hard #333)

Rock Hard 26Poľský death metal je preslávený svojou násilnosťou, energiou, charakteristickými strednoprúdovými tempami a typickým frázovaním. MORTIS DEI sa tejto vlne vymyká a dá sa povedať, že ničím nepripomína tento trendový prúd. Znie pomerne odschoolovo, melodicky, mierne ťahá do INCANTATION, len je menej pekelný, hoci sa tu nejaké tie démonické prvky zjavujú. Skôr sa riadia príslovím, že v jednoduchosti je krása. Možno by nebolo odveci však občas trochu riskovať. Inak to vôbec neznie zle, škoda len, že takýchto albumov v 90-tych rokoch vzniklo na mraky.

3,6/5
Moony (Rock Hard #26)

 

oldchool metal maniac 7It’s been five long years, since Mortis Dei released their previous album. That amount of time could change a lot. So how this death metal veterans sounds right now?
We’ve got a middle- level album, with amazing moments. Generally it’s a “ok-but-nothing-special” death metal record, but sometimes there are guitar parts that just kicks me out of chair. For example- middle part in “In Ruined World” (which is by the way my favourite song from that album). The problem with Mortis Dei is fact, that even if they are a great musicians from a technical point of view- that bloody spirit is gone somewhere (or maybe just hide really deep, because, there are moments, when it’s going back). The weakest part of “Salvation Never Comes” are drums- alright, they are played in a perfect way, never gets out of rhytm, it’s fast etc. But it’s boring, there hasn’t been even one interesting part of that instrument. Maciej Urbaniak is a machine- zero mistakes, but zero feeling and soul. Similar situation is with riffs, but here it goes a bit better, because solos and harmonies are amazing and they can easily break guitar monotony. Solo in “Going Down” just blew my mind, even despite the fact, that song isn’t that good. I really like the vocals. We’ve got here a crossover between Ross Dolan and Johny Hedlund.
To conclude- as I mentioned before- OK-level album. Nothing special, after 5 years the band could offer us more. But from the other hand- it’s not a bad album, I know that I’ll listen to it few more times for sure.

Wojciech Michalak (Oldchool Metal Maniac #7)

Z dawien dawna, na przełomie stuleci zespół MORTIS DEI wypuścił co nieco materiałów, które dosyć regularnie trafiały pod moją strzechę. Tak po prawdzie, to było to rzetelne granie, ale niezapadające w pamięci na dłużej. Album „Salvation Never Comes” tych bydgoskich death metalowców jest niewątpliwie ich najlepszym materiałem. Dojrzałym, dopracowanym i bezkompromisowym. Skopana jest tylko jak zwykle okładka. Mówię jak zwykle, gdyż zawsze obrazki serwowane na wydawnictwach z logiem MORTIS DEI były do bólu nijakie i niezbyt zachęcające do sięgnięcia po ich twórczość dla przeciętnego metalucha. Skopana mówię, ponieważ marketingowo jest generalnie do dupy. Co to ma być za piaszczysta, zamglona i ziewająca morda? Dobra, ale okładkę można jebnąć do szuflady, a muzykę na ruszt i to nią się delektujemy. A jest czym, bo, nie powiem, podoba mi się ten materiał, ma w sobie spory ładunek agresji i takowy nienawiści. Brzmienie jest twarde, mocne, nieco suche, ale podkręcone mocnym wokalem Kobucha (chwilami wpada w barwę i manierę wokalną Petera z VADER), tudzież kręcącymi w tle solówy lub rwane riffy gitarami. Choć niewątpliwie jest to bogate od strony technicznej, to słucha się bez większych trudności, MORTIS DEI gra przejrzyście. Jednocześnie skaczą z tempami i raczej na włączonym tempomacie nie jadą. I to też nie sprawia, że muzyka staje się niezrozumiała, pokręcona, wręcz przeciwnie. Po szybkich eskapadach, dostajemy mordercze, wolniejsze motywy czy stąpające gitary, sprawiające wrażenie, jakby ktoś chciał nas dobić. A i są kawałki prawie że kompletne jak „Screams Of The Slave Soul”, który przy całym ładunku agresji i nienawiści ma w sobie odrobinę podniosłości i klimatu. Także zamykający „The Way To The Light” jest taki uskrzydlony. Powiem wprost, nie jest to rewelacyjny, ale naprawdę dobry i dobrze zagrany death metal, może gdyby brzmiał nieco mięsiściej, to byłby lepszy. A może uleciałby gdzieś cały ten klimat. Nieważne, jest jak jest, a jest dobrze.

4,5/6
von Mortem (Atmospheric Zine)

Rlyeh zine 12Od kilku już lat nie mam kontaktu z tym zespołem, ale od czego są “znajomi” hehe! Tak więc dotarł w końcu najnowszy krążek Bydgoskiej załogi i już się kręci w odtwarzaczu. Zmian wielkich nie słychać- no, może brzmienie uległo jakby „wygładzeniu”. Sama muzyka to wciąż pełen agresji Death Metal, w którym dużą rolę odgrywa klimat. I w zasadzie jedyne co może razić Maniaka surowego mięsa- to brzmienie właśnie. Taktowce brzmią jakby ktoś uderzał łyżką w kaszę mannę, gitary są płaskie, pozbawione ciężaru. Owszem- słychać wszystko, każdy dźwięk i może tu leży problem z tym brzmieniem? Nie ma „lawy”, tego klasycznego wpierdolu, a tylko takie tam szturchanie. To o tyle słabo, że sama muzyka tu zawarta ma moc wręcz potężną! Powiem na przykładzie „Two Sides” o co chodzi. Gdyby ten numer nagrano poprawnie z konsolety na koncercie, bez żadnych poprawek- pewnikiem bym spadł z krzesła. Tu jest wszystko: IMMOLATION, zło, oraz prawdziwa moc. Do tego świetny wokal! Nie ma niestety brzmienia. O to tu chodzi. „Salvation…” jest świetnym materiałem. Myliłby się jednak ten, kto stwierdzi, że uczesane brzmienie XXI wieku- pasuje do analogowego soundu z lat 80 / 90. Lekarstwem na poprawienie tegoż wydaje się przegranie płyty na starą Stilonkę na jamniku i odtwarzanie na Kasprzaku. Taki zabieg wydobędzie z tego albumu całą jego esencję!

6,5/10
R'lyeh 'zine #12

 

object1205369700

total metal records logo

another side records logo

PNGLogo1

total metal pr agency logo

total metal distribution logo